Relacje uczestnikow Tanca Terapeutycznego.


Doswiadczenia tanca terapeutycznego w relacjach uczestników.

W jaki sposób możemy zweryfikować skuteczność danej metody pracy? Najlepsza drogą jest zbadanie doświadczeń uczestników. Zebrane relacje uczestników zajęć pozwalają się przyjrzeć dokładniej jak wygląda świat ich subiektywnych przeżyć, co sprawia, że rozpoczynają i kontynuują udział w zajęciach terapii tańcem?

Relacje uczestników z zajec tanca terapeutycznego prowadzonych w 2001 roku w Lodzi:

„Zdobyłam większą pewność siebie. Nie odczuwam paraliżującej tremy, gdy muszę zabierać głos przed większą liczbą osób. Bardziej, a raczej częściej rozmówcy patrzę w oczy. Czyli pierwszą odczuwalną przeze mnie zdobyczą terapii tańcem był:
1) lepszy kontakt i interakcje międzyludzkie,
2) lepszy kontakt ze swoim ciałem, w czasie terapii zdałam sobie sprawę, że nie mam świadomości poczucia niektórych części ciała, tak jakby nie istniały np. bioder,.
3) Odkrywanie swojego niepowtarzalnego „kształtu” tańca, wyczuwanie swojego rytmu, energii,
4) Porównywanie i odczuwanie energii innych ludzi tańczących wespół,
5) Relaks, oderwanie się od problemów dnia codziennego, uspokojenie,
6) Doświadczyłam lepszego wglądu w siebie,
7) Oczekuję od tej metody udoskonalenia powyższych zdobyczy.
Jest to zapewne jedna z wielu form pracy nad sobą, która traktuje człowieka całościowo i nie dla każdego może być równie atrakcyjna. Jeżeli chodzi o mnie, ta terapia łączy w sobie wszystkie te elementy, które są mi jak najbardziej pomocne w doskonaleniu siebie. A forma jest dodatkowo bardzo przyjemna, może dlatego, że stanowi najbardziej pierwotną formę rekreacji człowieka jaką był taniec.”
Kobieta, lat 42, (nauczyciel akademicki).

„Bezpośrednio po zajęciach mogę napisać, że tego rodzaju ruch daje mi radość posiadania ciała, wyrażania ruchem emocji. Chwilami miałam wrażenie jakbym była częścią składową muzyki, „elementem sekcji rytmicznej”. Nawiązałam lepszy, bliższy kontakt z moim ciałem.
Stałam się bardziej otwarta i wrażliwa w kontaktach z innymi ludźmi. Uważniej przyglądam się ich twarzom, chętniej daję im uważność i życzliwość. Łatwiej nawiązuję kontakty.
Z pewnego oddalenia czasowego, mogę napisać, że tańce uzdrawiające umacniają mnie w poczuciu, że mam prawo „być tu i teraz”, tak samo jak „drzewa i gwiazdy”. Generalnie łatwiej i radośniej się żyje”.
B. C. (nauczycielka)

„Udział w zajęciach dał mi polepszenie stanu zdrowia. Czułam to doświadczenie wyraźnie i w dalszym ciągu to czuję. Lepiej funkcjonuję. Mam więcej równowagi wewnętrznej, spokoju, trochę więcej energii”.

K.W. (nauczycielka)

„Nauczyłam się wiele, zrozumiałam wiele. Przede wszystkim zrozumiałam wszystko to, nad czym pracowałam. Byłam na jakimś etapie w swoim życiu. Warsztaty pomogły mi zrozumieć na jakim jestem na dzień dzisiejszy i gdzie czego szukać w sobie. Fantastyczna atmosfera. Doskonały prowadzący. Świetni ludzie, którzy się dobrali w tej grupie. Niesamowite uczucie jak wiele można zrozumieć poprzez taniec, poprzez terapie tańcem.
To był pierwszy mój kontakt z tańcem terapeutycznym, najłatwiejszy chyba. Bo taniec spontaniczny jest fajny, bo jest przy muzyce, czyli taka fajna spontaniczna forma realizacji siebie. W związku z tym , że jest nam bliska muzyka i w tańcu się okazuje, że można pracować nad sobą, nie trzeba ćwiczyć jogi, nie trzeba tylko medytować. Ale można spędzić fajnie weekend i oprócz tego jeszcze zyskać coś dla siebie”.
(kobieta, pracuje w biznesie)

„Od bardzo, bardzo dawna, myślałam, czy jest coś takiego w życiu co tak naprawdę, do końca lubię robić i w czym wyrażam siebie. Stwierdziłam, że jest to taniec. Zawsze lubiłam tańczyć, chodziłam na różne bale, imprezy, dyskoteki ale od pewnego czasu stwierdziłam, że to nie jest to. Nie ten klimat, nie ta wibracja. To znaczy ja tam wchodziłam w siebie ale to nie było to. Nie ten klimat, nie ta wibracja. Te zewnętrzne okoliczności nie pozwalały mi jakby do końca tego poczuć. Tutaj, te zajęcia były dla mnie konkretnym skontaktowaniem się ze swoim wnętrzem. Te ruchy, nie same w sobie były ważne, ale to co się przez nie wyłaniało. Obraz mnie, który był jakby też cząstką większej całości.
Jak obserwowałam, czy też jak uczestniczyłam w ćwiczeniach z innymi ludźmi, czułam coś w rodzaju takiej harmonii, połączenia, takiej bliskości z innymi ludźmi i przez to też nawiązałam taką bliskość z sobą.
Dla mnie, przewodnim motywem było, jak przyszłam, indywidualność. Indywidualność w procesie indywiduacji. Wydaje mi się, że trochę poczułam to. Może nie do końca. To się jeszcze bardziej wyklaruje. Ale odkryłam i poczułam takie aspekty siebie na , które do tej pory nie zwracałam uwagi. Cieszyłam się też bardzo, że się taka atmosfera z grupy wytworzyła. Energia harmonii, bliskości, porozumienia. I cieszę się z wielu rzeczy, które tam mi się wydarzyły, z tego co się też dowiedziałam nowych rzeczy, nowego podejścia do życia, do ruchu i właśnie z osoby twojej, osoby prowadzącego.
Ponieważ na zajęciach nie spotkałam się jeszcze z kims takim. Ty byłeś właśnie tam sobą. Nie odgrywałeś żadnej roli, jakiegoś prowadzącego, czy kogoś takiego. Po prostu z tobą czułam taką sama bliskość jak z innymi ludźmi, to było niesamowite. To mi dawało takie poczucie bezpieczeństwa radości. I myślę , że to będzie jakoś dalej też trwało przez kolejne spotkania i doświadczenia z twoja osobą jak i terapią, która, ty konkretnie prowadzisz, gdzieś mnie tam poprowadzi dalej ta droga. Może następnym razem będzie inny cel. Niekoniecznie taki, pracy z sobą. Zauważyłam, coś takiego, że ja miałam nastawienie typowo do pracy z sobą, chciałam się z sobą skontaktować, owszem dostałam to, dostałam ale przy okazji nawiązałam głębszy kontakt z innymi ludźmi, czego się nie spodziewałam. Dzięki.”
(studentka psychologii)

„Boska ekstaza.......brzmi dumnie, jak to się mówi. Trochę tak się czułam, mimo że normalnie sobie na to nie pozwalam. Staram się byś taka racjonalna i niebanalna. A w tańcu można przecież sobie to wszystko odpuścić. I sprawdzić, co jest w tym banale, który może być....ekstazą. Czasem jest tylko relaksem, zabawą i nowym doświadczeniem. Częściej- niesamowitym przeżyciem, stworzeniem nowego Ja, zupełnie inną perspektywą. Polecam”.
(studentka psychologii)

„Myślę, że (warsztaty) osobiście mi sporo dały. Otworzyły pewną możliwość patrzenia na taniec jako odkrywania /kreowania jakiejś roli, która poszerza możliwości i pozwala przekroczyć progi. Niby to wcześniej teoretycznie wiedziałem, ale jakoś nie próbowałem robić. A teraz sobie robię i mi z tym świetnie. (Chcę powiedzieć że strasznie podobało mi się ćwiczenie z archetypem i żywiołami - takich tanecznych jakości-stanów jest mnóstwo i tak naprawdę, z każdą melodią można odkrywać inny lub rozbudowywać stary. Nawet nie czuję potrzeby klasyfikowania tego i układania, na razie raczej napawam się różnorodnością)
(student psychologii)

„Co dały mi zajęcia? Bardzo dużo. Cały czas poznaje nowe rzeczy o sobie. Jest to dla mnie terapia i to bardzo głęboka. Daje mi to poczucie duchowych przeżyć. Poszukuje w tym Boga i znajduje go. Zachodzą we mnie procesy, które mnie uwalniają. Przekraczam w tańcu jakieś granice i przenoszę to do życia i jest mi łatwiej”.
K. J. (studentka)

„Co dały mi zajęcia? Więcej kontaktu ze swoim ciałem, sobą samą wnętrzem, intuicja. Miałam wrażenie, że poznaje sama siebie. Kontrastowało to z tym, że wcześniej siebie nie znałam i tak wiele rzeczy odkryłam w sobie poprzez taniec. Nie wiedziałam, że tak wiele rzeczy jest we mnie do odkrycia i tak wielu rzeczy jeszcze nie wiem. Każde zajęcia, spotkanie, to był taki zastrzyk pozytywnej energii, pozytywnego myślenia, wyciszenia, spokoju, równowagi. Jak rzadko, tak wiele przemian następowało we mnie po tych dwóch godzinach, na dwóch płaszczyznach. W momencie, gdy zaczynałam tańczyć, odrywałam się od problemów, które za mną chodziły”.
D.B. (studentka)

„Czuje mocno, że znalazłam "terapię dla siebie", że taniec to dla mnie idealna droga do Siebie, czuję że chcę to pielęgnować, czuję też, że ten warsztat był dla mnie ważny w drodze do porzucenia nabytych dziwnych teorii na swój temat i zaufania wreszcie Sobie. Tak dobrze czuje się ze Sobą, czuje w Sobie oparcie, czuje się ze Sobą bezpieczna”.
A. S. (nie pracująca)

Zebrane przez dziennikarkę, relacje uczestników, prowadzonego przeze mnie, obozu terapii tańcem, przeprowadzonego w Bieszczadach w sierpniu 2004.



„Stoję w kręgu pośród kilkunastu obcych mi osób. Każdy z nas się przedstawia i odpowiada na pytanie dlaczego tu jest. Lubię tańczyć, chcę pokonać swoją nieśmiałość, mam kłopoty w relacjach z ludźmi, chcę zmienić pracę, chcę lepiej poznać siebie – padają odpowiedzi. Mateusz, który prowadzi te warsztaty, włącza muzykę i proponuje nam swobodny taniec, taki jaki dyktuje nam nasze ciało. Po chwili zaprasza do kontaktu wzrokowego z pozostałymi uczestnikami. Patrzenie sobie w oczy dłużej niż kilka sekund jest dla większości z nas nie lada wyzwaniem. Wstydzimy się, czujemy się niepewnie, wolimy wrócić do swojego wnętrza. Ale oto przed nami następne zadanie. Taniec w kręgu, podczas którego każdy przez chwilę jest liderem, a reszta powtarza jego gesty. Nawet ci, którzy zaczynają od nieśmiałych ruchów, po kilku taktach nabierają pewności siebie. Każdy z nas odkrywa, że czasem przyjemnie jest dyktować kroki. Naśladując siebie nawzajem, możemy się lepiej poznać, a jednocześnie wzbogacić swój własny repertuar gestów. Próbujemy przyswoić sobie zachowanie innej osoby, sprawdzić jak się z tym czujemy. Takie doświadczenie uczy otwartości...
Nabrałam tutaj większego zaufania do ludzi – mówi Monika, dwudziestoparoletnia dziewczyna, która szuka swojej życiowej drogi. – Zobaczyłam, jak wiele jest we mnie oceniania, porównywania się z innymi. Powiedziałam o tym głośno i wielu uczestników przyznało się do tego samego. Poczułam wtedy ulgę.
Nasz stopień zaufania do drugiego człowieka mamy okazję sprawdzić podczas ćwiczeń zwanych improwizacją w kontakcie. Trzeba w nich przełamać swój opór przed bliskością i nauczyć się uważności na partnera. Turlamy się parami po podłodze, uczymy się dawać i brać oparcie, nabieramy wprawy w reagowaniu na impulsy płynące z ciała.
- Dzięki tym ćwiczeniom odkryłam u siebie ważną rzecz – wyznaje Beata, trzydziestolatka pracująca w firmie reklamowej. – Tańczyliśmy będąc na zmianę dla siebie oparciem. Na początku tego tańca Mateusz powiedział: pamiętajcie, najważniejszym oparciem zawsze jest ziemia. A ja zobaczyłam, że jak już się na kimś opieram, to całkowicie się w tym zatracam, odrywam stopy od podłogi i wiszę na partnerze. Zdziwiłam się, bo na co dzień to ja jestem Zosia Samosia. Dopóki jestem sama. W związku zachowuję się tak jak w tym tańcu. Ale dopiero teraz wyraźnie sobie to uświadomiłam.
- W podobnym ćwiczeniu poświęconym bliskości i oddaleniu zaskoczyła mnie moja niechęć do rozstawania się – opowiada Ewa, dwudziestosiedmioletnia nauczycielka. – W życiu bardzo łatwo kończę związki. Potem cierpię, ale uważam, że tak jest lepiej. Zobaczyłam w tym tańcu jak dobrze jest mi w bliskim kontakcie z drugim człowiekiem. Moje ciało i dusza nigdzie nie chciały odchodzić. Tylko umysł był nieufny. To dla mnie wskazówka, żeby wsłuchiwać się uważniej we wszystkie części siebie. Do tej pory kierowałam się przede wszystkim głową. Taniec uzmysłowił mi, że istnieją inne ważne obszary....
- W pierwszej chwili bardzo się zdziwiłem – mówi Marek, trzydziestodwuletni informatyk – kiedy moja partnerka w tym ćwiczeniu stanęła naprzeciwko mnie ze znudzoną miną. Wokół widziałem pary, które prawie walczyły ze sobą. Tymczasem mój wewnętrzny wróg w ogóle się nie ruszał, patrzył tylko na mnie zimno i sceptycznie. Kiedy się potem zastanowiłem, doszedłem do wniosku, że rzeczywiście noszę w sobie takiego kamiennego potwora. Dziewczyna, która ze mną tańczyła, też była zaskoczona tym, co się stało z jej ciałem, bo na ogół jest bardzo dynamiczna, pełna wigoru i radości.
Każdy kolejny dzień warsztatów przynosi nam coraz lepsze rozumienie potrzeb naszego ciała i duszy. Codziennie rano tańczymy Taniec Żywiołów. Tupiemy stopami, by poczuć kontakt z Ziemią i stać na niej mocno i pewnie. W tańcu Ognia poruszamy się ostro i gwałtownie, by obudzić w sobie siłę i energię do działań. Płynne ruchy tańca Wody pomagają rozwijać w sobie uważność w traktowaniu emocji swoich i cudzych. W tańcu Powietrza wyciągamy dłonie do nieba, próbując wznieść się ponad zwykłe sprawy i spojrzeć na siebie i świat z lotu ptaka. Co wieczór podczas wizualizacji szukamy we własnym wnętrzu odpowiedzi na ważne pytania dotyczące naszego rozwoju. Potem rysujemy mandale wypełnione symbolami, które zobaczyliśmy podczas medytacji. Rozmawiamy o naszych wizjach i uczymy się od siebie nawzajem rozumienia wewnętrznego głosu. Stajemy się sobie coraz bliżsi. Nasz ostatni taniec w kręgu zamienia się w korowód niekończących się uścisków, przytuleń i głębokich, ciepłych spojrzeń.
Wracam do domu. Mój synek jest zły na mnie, że zostawiłam go na tydzień. Moje słowa i próby pogłaskania go natrafiają na mur. Włączam muzykę i zaczynam tańczyć. Odtańcowuję jego smutek i złość. On najpierw przygląda mi się nieufnie, ale w końcu przyłącza się do mnie. Po pół godzinie wspólnej zabawy padamy sobie w ramiona. Wieszam w jego pokoju obrazek z tancerką flamenco, żeby przypominał nam o prostym sposobie na rozładowanie trudnych emocji. Sama tańczę teraz każdego dnia. Chociaż przez pięć minut pomiędzy pisaniem artykułu a gotowaniem obiadu. To najszybszy znany mi sposób relaksu.
Po kilku tygodniach spotykam się z ludźmi, których poznałam na warsztatach. Największą zmianę widać po Beacie. Na zajęciach często była wyciszona, trochę smutna, nosiła ciemne stroje. Teraz przyszła ubrana w pomarańczową sukienkę, jej oczy błyszczały radośnie. Pierwsza zaczęła o sobie opowiadać.
- Miałam bardzo trudny czas po powrocie do domu. Taniec otworzył we mnie wszystkie zapomniane i skrywane uczucia. Tęsknotę za bliskością, żal i złość. Byłam zła na samą siebie, że udaję przed światem taką siłaczkę, tymczasem potrzebuję opieki i wsparcia. Zaczęłam chodzić na terapię. Uczę się prosić o pomoc. Codziennie robię ćwiczenie, które pokazał nam Mateusz. Kładę się na podłodze, głęboko oddycham i pozwalam ciału poruszać się tak jak chce. Czuję wyraźnie, że coś się we mnie odblokowało.
Monice warsztaty pomogły znaleźć odpowiedź na to, co chce robić w życiu. Podczas wizualizacji często pojawiały jej się obrazy tańczących dzieci. Monika postanowiła wrócić na studia pedagogiczne. Przerwała je, ponieważ nie umiała się odnaleźć w natłoku naukowych teorii i coraz bardziej czuła, że nie odpowiada jej korzystanie z samego tylko umysłu. Teraz chce jak najlepiej poznać różne teorie psychologiczne, by móc je wykorzystać w pracy z ciałem. Marzy o tym, żeby zostać terapeutką i pracować z dziećmi upośledzonymi, wykorzystując między innymi taniec.
Marek po powrocie z warsztatów narysował swojego kamiennego potwora i codziennie tańczył wokół tego rysunku, próbując z nim rozmawiać. Wewnętrzny Krytyk twierdził, że chce go uchronić przed szalonymi pomysłami. Marek chciałby zmienić pracę. Jest zmęczony wielogodzinnym siedzeniem przed komputerem. Zaczął uczyć się masażu i zgłębiać tajniki zielarstwa. Odkąd zaczął tańczyć ze swoim Wewnętrznym Krytykiem, ten jakby się trochę uspokoił, przestał być znudzony i sceptyczny. Przemienił się w głos rozsądku, który podpowiada Markowi by był ostrożny i cierpliwy w swoich poszukiwaniach nowej ścieżki.
Dla Ewy najważniejszym doświadczeniem była wizyta w domu rodzinnym. Podczas warsztatów zrobiliśmy dla niej uzdrawiający teatr tańca. Najpierw Ewa pokazała nam w tańcu jak wygląda jej relacja z mamą. Opiekowała się nią, chroniła przed przemocą ze strony mężczyzn, czuwała nad jej bezpieczeństwem. Potem odegrała scenę wymarzonego kontaktu ze swoją mamą. Przywróciła zdrowe zasady. Teraz ona była dzieckiem, o które troszczy się i dba kochająca matka.
Dzięki tej etiudzie moje ciało poczuło, że taka relacja jest możliwa w moim życiu – opowiada Ewa. – Grając te scenę, nauczyłam się przyjmować opiekę i czułość. Niedawno odwiedziłam mamę. Przytuliłam się do niej, a potem ona, zamiast jak zwykle opowiadać mi o swoich kłopotach, zapytała co u mnie słychać. W pierwszej chwili zaniemówiłam ze zdumienia....”

3 Wypowiedzi uczestniczek w formie wierszy.

Przedstawione tu wiersze zostały napisane przez uczestniczki warsztatu pt. „Taniec w Edukacji i Terapii”, w ramach cyklu zajęć prowadzonych na Studium Arteterapii, w Gnieźnie, w listopadzie 2004.
\
Wiersze nie dają obiektywnego pomiaru tego co zdarzyło się w trakcie warsztatu. Są jednak bardzo dobra formą zapisu subiektywnych doświadczeń i przeżyć uczestniczek warsztatu. Poezja jest sposobem wyrażania tego, co jest trudno mierzalne i wyrażalne-przeżyć duszy. Uczestniczkami warsztatu były w większości nauczycielki nie mające na co dzień do czynienia z pisaniem wierszy. Wiersze te zostały napisane przez uczestniczki warsztatu, z pomocą opracowanej przeze mnie techniki pisania, krótkich wierszy, jako zapisu doświadczeń , w tym wypadku z warsztatu.
Wiersze poprzez dobór słów i opis warsztatu, w metaforyczny sposób ukazują świat przeżyć związanych z terapią tańcem.

Dłonie pełne miłości
I silne stopy
Na podłożu nadziei
Z wzmocnionymi ramionami
I lekkością w plecach.

Błogość, którą daje niebo i powietrze
W, którym czuje się prawdę
Spokojny ruch i radość ciała,
To piękny człowiek.
Lidka


Przed oczyma ludzi
Znikam zwiewnie
Wiatrem Otulona…
Zuza

Ciepło rodzi spokój,
Bliskość zaś-ciekawość;
Powrót do natury nastraja miłością.
Człowiek wyzwolony,
Radosny w muzyki dźwiękach.
Aneta

Spotkanie radości, miłości w człowieku.
Niepewność uczucia, swoboda ekspresji,
W dotyku ciepło.

Spotkanie człowieka
Ręką dotyku,
Który nogą swobody
Wyraża radość miłości.
niepodpisany

Płynąca spokojnie woda
Oplata moje nogi pewnie
Stojące na ziemi
Lecz ręce moje pobudzone,
Unoszą się do góry,
Ku wiatrowi niosącemu miłość.
niepodpisany

Swoboda wolności
Dłonie poszukujące
Płynności powietrza
Spokój kobiet
I głębia
I buty.
niepodpisany

Ruch radości
Muzyka nostalgii
Relaksuje mnie
Sprawia, że czuję
Spokój i odprężenie
Niepodpisany

Dotyk łagodnie wzbudza spokój
...trwa ruch w ciszy...
...przemija czas...jak trawa
-niebo, to uczucia,
to nadzieja i tęsknota...
to trwanie...
Ewa