Drzewo Pieśni.


Drzewo Pieśni.

Pierwsza piosenka jaka pamiętam, która nauczył mnie Ojciec brzmiała:
Lanca do góry, szabla w dłoń,
Bolszewika goń, goń, goń.
Miałem wtedy kilka lat.
Nie wiedziałem kto to są bolszewicy?
Pewno jacyś źli ludzie, myślałem...
Ale pomyśl gonienia kogoś na koniu z lanca albo szablą.. bardzo mi się spodobał.
Mogłem sobie wyobrażać, że
jestem bohaterem z filmów.
Piosenka była radosna i energiczna, przypominała o życiu dziarskich ułanów.
I fajnie się ją śpiewało.
Taki był pierwszy korzeń mojego Drzewa Pieśni.
Kiedy byłem trochę starszy,
Ciocia nauczyła mnie dwóch wyliczanek:
Ecik Pecik, Ecik Pecik, podpalimy komitecik.
Raz dwa trzy, raz dwa trzy podpalaczem będziesz Ty.
Lub
Nie ma mięsa, nie ma serka
Nie lubimy Pana Gierka
Raz Dwa trzy, Raz Dwa trzy
Sekretarzem będziesz Ty.
Jako mały chłopiec nigdy nie byłem w komiteciku,
Ani nie wiedziałem gdzie się znajduje
i kto tam mieszka.
Nie żałowałem też mięsa ani serka
gdyż najbardziej smakowała mi surowizna
Surowa kapusta i marchewki.
Jednak lubiłem ogień i palenie ognisk,
I obie wyliczanki trafiły do mojego repertuaru.
Zwłaszcza podobały mi się okrągłe oczy nauczycielek, które zauważałem, kiedy śpiewałem ta piosenkę
lub uczyłem wyliczanki inne dzieci.
Nikt jednak nie zwracał mi uwagi.
Być może nauczyciele nie chcieli się w to mieszać
a może po cichu się zgadzali z tymi słowami.
Była to epoka Gierka i za takie słowa
nie szło się już do więzienia.
Mój ojciec miał status artysty wiec mógł sobie pozwalać
na różne dziwne rzeczy i nikt na to nie zwracał uwagi.
Drzewo Pieśni zapuszczało kolejne korzenie.
Potem przyszły lata nauki religii.
Śpiewaliśmy Madonno, Czarna Madonno oraz
Nie rzucim ziemi skąd nasz ród itd
Krzepiący i podniosły nastrój pieśni kościelnych podobał mi się.
Czułem wtedy wspólnotę z innymi i
miałem swoje pierwsze duchowe doświadczenia.
Kiedy byłem w harcerstwie śpiewaliśmy
Plonie Ognisko ..., W Dal Wertepami , Szare Szeregi
Wspominaliśmy poległych w walce harcerzy.
Lub piękne oczy harcerek, czy piękno przyrody
Na zmianę.
Iskry z ogniska strzelały wysoko w górę.
To były wspaniale chwile.

Pień Drzewa Pieśni stawał się coraz mocniejszy.
Ale pojawiały się już wpływy z Zachodu
I w gimnazjum śpiewało się Cohena:
Susana, Partyzant czy
Czasem lapie się na tym, ze się grzebie w przeszłości,
Obiecaliśmy sobie wytrwać w naszej miłości…
W okresie stanu Wojennego często śpiewaliśmy
piosenki Kaczmarskiego, Mury, Janek Wiśniewski padł.
Potem nadeszła fala rocka
Pojawiły się koncerty i imprezy.
Piosenki, które wszyscy znali i śpiewali
Mniej niż Zero,
Ewka, Ewka Pamiętasz,
Czerwony jak Cegłą, Gorący jak Piec...,
Ech Ziuta…, Autobiografia itd
Drzewo Pieśni wypuszczało gałęzie w różne strony.
W tym czasie powoli zaczęły mnie interesować
inne klimaty.
Zacząłem interesować się Jogą,
Śpiewaliśmy OM i różne interesujące modlitwy w egzotycznych językach..
Ich dźwięk wydawał się koić bol i niepewność
związany z teraźniejszą sytuacją,
Dawał spokój i nadzieje na lepsze życie-
choćby w następnym wcieleniu.
Drzewo Pieśni było na tyle mocne, że nie dawało się zagłuszyć innym drzewom i chwastom.
Pieśń pojawiła się też na mojej maturze...
Na maturalne pytanie
Na czym polega wychowawcza rola
Ludowego Wojska Polskiego?
Nie wytrzymałem i powiedziałem co myślę naprawdę:
Jak to nie widać?
Chodzą pod dworcach pijani i śpiewają,
Śpiewają:
Niech żyje nam rezerwa…
Ale miałem szczęście
Że przez ten śmiały wyczyn nie oblałem matury…
Na szczęście w komisji choć jeden historyk był w partii,
drugi był ze zdelegalizowanej Solidarności.
I nie oblali mnie.
Wiec zdałem maturę z WOSu na trojkę.
Z wiekiem i upływem czasu zacząłem rozumieć że ,
nie ma ludzi czarnych i białych.
Zarówno wśród Polaków, Rosjan, Niemców i Żydów, ludzi wyznających przeróżne religie można znaleźć wspaniałych ludzi jak i ostatnie kanalie.
Zacząłem sobie uświadamiać, że o poziomie człowieka nie decyduje jego wyksztalcenie, ilość posiadanych bogactw, religia, obywatelstwo czy kolor skóry,
ale jakość jego myśli, uczuć i czynów.
Zdałem sobie sprawę, że wszelkie -izmy są pułapką.
Ludzie w imię jednego -izmu , który ma być drogą do powszechnego szczęścia lub zbawienia
Zwalczają, a czasami okaleczają lub zabijają zwolenników innych -izmów.

Wraz z tym zrozumieniem zaczęła mnie interesować pieśń, którą śpiewa się bez słów i treści.
Czysty dźwięk, który wyraża duszę i jej tajemnice.
Śpiewam teraz Pieśń Duszy.
Nadszedł czas na poszukiwanie własnego brzmienia i głosu i wsłuchiwania się w głos własnej duszy:
Drzewo Pieśni zaczęło wydawać owoce.
Zacząłem grać na fletach i śpiewać
to co mi grało w sercu.
Śpiew bez słów, za pomocą samej melodii.
Uniwersalne przeslanie z głębi serca i duszy.
Zainteresował mnie czysty dźwięk i wibracja
Nie wplatana w zagmatwane sieci -izmów
I walkę różnych dogmatów i ideologii.
Odkrywanie swojego głosu i własnej prawdy o świecie.
Z takim śpiewem jestem teraz.
Drzewo Pieśni wydało owoc.